Wstaliśmy przed 6, szybkie śniadanie i o 7 taksówką na lotnisko. W sumie było ciężko. W hotelu powiedzieli, że taxi kosztuje 100 rubli, taksówkarz powiedział, że 150, a na lotnisku powiedział, że 165. Niby różnica nie była wielka, ale chodzi o zasadę. Dałem 150, może mogłem i bardziej dyskutować, ale komu chce się to robić rano.
Pierwszą czynnością, jaką musiałem wykonać na lotnisku było odebranie biletów.
U nas z reguły do biur linii lotniczych wchodzi się swobodnie. Tu jest inaczej. Samo biuro wygląda jak każde inne biuro linii lotniczych na świecie, tylko że ludzie czekają na korytarzu i wchodzą pojedynczo do gabinetu.
Siedziałem tam ponad 10 minut, pani wypisywała bilety, jej współpracownik zagadywał mnie na tematy polskiej polityki i polskiego lotnictwa. W końcu dostałem bilety. Pół godziny czekania na kontrolę bezpieczeństwa i do check - in'u, który trwał wyjątkowo szybko.
Później do poczekalni, poszliśmy do tej z napisem "VIP/business". VIP? Business?... Jeden klient był tak pijany, że śpiąc spadł z kanapy i go to nie obudziło, a pewna kobieta, jak w wagonie plackartnym wyciągnęła reklamówkę, a z niej kurczaka i ziemniaki.
Samolot odleciał z mniej więcej godzinnym opóźnieniem. Lecieliśmy TU-154 należącym do S7 - Sibir Airlines. Lot trwał jakieś 5,5h. W tym czasie podano 2 posiłki, generalnie całkiem przyzwoicie, chociaż do "euro standardów" jeszcze im trochę brakuje.
Wylądowaliśmy na lotnisku Domodiedowo, które wygląda super. Nowy, wielki terminal, 2. czy 3. lotnisko Moskwy jest dużo większe od Okęcia. Pełen wypas. Z lotniska za 120 rubli pojechaliśmy do centrum pociągiem. Jazda trwała 40 minut. Później jeszcze do metra, kilka stacji i już byliśmy na Dworcu Kijowskim. Zostawiliśmy bagaże w przechowalni i około 15 poszliśmy zwiedzać stolicę Rosji.
Najpierw przeszliśmy obok siedziby MSZ, która wyglądem przypomina warszawski Pałac Kultury i poszliśmy na Arbat. Kupiliśmy tam pamiątki, Kasia matrioszki, a ja bluzę hokejową ZSRR za ponad 40 dolarów.
Z Arbatu poszliśmy na Kreml - wejście 150 rubli i co ciekawe bez problemu dają studencką zniżkę.
Kreml był całkiem fajny, później się rozdzieliliśmy. Bartek z Futrem poszli do Mc Donald'sa (bo to ich chyba w Moskwie najbardziej bawiło), a my na Plac Czerwony, do GUMu i na Łubiankę. Później pojeździliśmy trochę metrem fotografując stacje. Na koniec dnia wróciliśmy na Arbat, gdzie z Kasią zjadłem kolację w sympatycznym barze "Mu-mu", który bardzo przypominał krakowskie "Polskie Smaki". Generalnie bardzo fajne miejsce.
Odebraliśmy plecaki z przechowalni i poszliśmy na peron. Pociąg już czekał. Kupiliśmy jak zwykle bilety plackartne. Udało nam się, bo wagon był dosyć nowy i bardzo czysty. W toalecie nie śmierdziało, na podłodze była wykładzina, a obicia foteli i firanki zrobione były z czerwonego pluszu.
Zaraz po odjeździe kupiliśmy pościel i od razu poszliśmy spać.
ZDJĘCIA (całe mnóstwo).
Lotnisko w Irkucku.

Dworzec Kijowski w Moskwie.

Uniwersytet Łomonosowa.

Fontanna na Placu Europy.

Siedziba Ministerstwa Spraw Zagranicznych FR.

"Biały Dom", kiedyś siedziba Dumy, dziś rządu.

Ulice w Moskie są dosyć szerokie.

Mc Donald's.

Kreml.







W Rosji panuje taki zwyczaj, że młode pary składają kwiaty pod różnymi pomnikami. Tak samo jest na Kremlu.

Kwiatów jest już całkiem sporo.

Wnętrze GUMu.

"Biedna Rosja", czyli salony samochodowe, jakich w Polsce nie zobaczymy jeszcze długo.

Dawna siedziba KGB na Łubiance (obecnie jeśli się nie mylę rezyduje tam FSB).

METRO
Stacja Plac Rewolucji, czyli pomniki tych, którzy budowali ZSRR, m. in.:
Człowiek z pistoletem.

Kolejny człowiek z pistoletem.

Górnik.

Dziewczyna z kurami.

Intelektualista.

Wagony.

Jedna ze stacji.

Stacja Kijowska:


